Przejdź do treści

Menu:

Dostępność imprez masowych

Data: 19 kwietnia 2016

Oświetlona scena podczas koncertu

Imprezy masowe mnożą się wraz z kulturalnym rozwojem naszego kraju. Koncerty muzyczne zespołów polskich i zagranicznych, duże festiwale trwające kilka dni, kabaretony oraz wydarzenia sportowe – te wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki polskich amatorów rozrywki. Z perspektywy osoby niepełnosprawnej może się okazać, że jednak nie wszystkie, a uczestnictwo w części z nich może być stresującym doświadczeniem, choć widać chęci organizatorów, by osoby z niepełnosprawnościami nie były spychane na margines tych wydarzeń i coraz więcej udogodnień pojawia się na obiektach i w postawach obsługi wydarzenia.

Realia imprez masowych

Czego można się spodziewać podczas różnorakich imprez masowych, organizowanych w zróżnicowanych obiektach? Przede wszystkim tłumu ludzi. Sama masowość nieodłącznie kojarzy się z przepychaniem i staniem w kolejkach. Bywa też, że do całości imprezy doliczyć należy podróż zabitymi ludźmi, podstawianymi przez organizatora środkami transportu. Podczas takiej podróży i pobytu na obiekcie można odczuć swoistą więź z ogromną liczbą osób oraz na własnej skórze sprawdzić, co to znaczy „gęstnienie tłumu”.

Z uwagi na to, że zdarzało mi się brać udział w koncertach klubowych, plenerowych, imprezach sportowych oraz kilkudniowych festiwalach, chciałbym swoje spostrzeżenia opisać. Przyświeca mi taki cel, by każdy chętny czytelnik rozumiał ryzyko towarzyszące byciu częścią tłumu,  związanych z tym frustracji i możliwych rozwiązań. Jeśli ktoś jeszcze w wydarzeniach masowych nie uczestniczył, z pewnością powinien się zapoznać z poniższym tekstem, który może zapobiec niemiłym sytuacjom i mylnym wyobrażeniom. Wydarzenia skierowane do ogromnej publiczności są frustrujące nie tylko dla osoby niepełnosprawnej, ale także dla każdego innego uczestnika. Niemniej jednak wielu chętnie na nie przychodzi i jakoś dostosowuje się do panujących warunków. Zapewniam, że wybranie się na koncert ulubionej kapeli daje zupełnie inne wrażenia i uwalania inne emocje, niż słuchanie nagrań w domu lub samochodzie. Czasem nawet, po uczestnictwie w koncercie grupy, za którą nie przepadaliśmy wcześniej, możemy zmienić się w szalonego fana. Koncerty pełne są masowych emocji, światła, nieznanych dźwięków i zapierających dech w piersiach efektów specjalnych. Czy warto pójść na taką imprezę? Moim zdaniem jak najbardziej. Czy jest to przyjemne? Trochę tak, a trochę nie. Skąd taka przewrotna odpowiedź? Z tego powodu, że miłym chwilom kulminacyjnym towarzyszą niedogodności.

Imprezy klubowe

Występy klubowe to jedna z łagodniejszych form obracania się w tłumie podczas imprezy masowej. Jeśli tylko nie wybieramy się na koncert przebrzmiałej gwiazdy z pokolenia naszych dziadków, możemy być pewni dwóch rzeczy – będzie głośno i będzie tłoczno. Prawdopodobnie już w okolicach klubu napotkamy pielgrzymki posilające się jedzeniem i alkoholem przed wejściem na koncert. Bywa to pomocne, bo pielgrzymi chętnie podprowadzają pod klub lub wskazują drogę osobie niedowidzącej lub niewidomej.

Pod klubem zazwyczaj jest już kolejka barwnego towarzystwa oczekującego na wejście. W drzwiach sprawdzane są bilety, choć bywa też, że dopiero sprzedawane. W tym tłumie ludzi nie możemy liczyć na przepuszczenie w kolejce. Trzeba grzecznie odstać swoje. Z wnętrza klubu słychać już głośną muzykę, więc dosyć ciężko się rozmawia. Kontrolerzy biletów bywają mało uprzejmi, ale sporadycznie trafiałem na kogoś sensownego, kto organizował sobie pomocnika do wprowadzenia niewidomego do środka. Następna kolejka, w której zwykle zimą musimy się ustawić, prowadzi do szatni. Część klubów wprowadza wręcz obowiązek pozostawienia kurtek i płaszczy w szatni, która zwykle kosztuje 2 zł i trzeba mieć drobne. Tłum ludzi jest także przed toaletą, jednak tutaj uczestnicy imprezy są bardziej pomocni osobie poruszającej się, na przykład, z białą laską.

Po wejściu na główną salę, zorientujemy się od razu, że panuje w niej półmrok. Scena jest tam, gdzie stoi najwięcej osób. Kluby raczej nie mają miejsc specjalnych dla osób niepełnosprawnych, więc trzeba gdzieś stanąć. Przed koncertem miejsca jest jeszcze dużo, bo większość imprezowiczów korzysta właśnie z oferty lokalnego baru (nawiasem mówiąc, gdzie leje się napoje wyłącznie do plastikowych kubków). Wybór miejsca stacjonowania jest niezwykle ważny, ponieważ lepiej widać i słychać najbliżej sceny, ale równocześnie to miejsce ma także wady. Stojąc za blisko sceny możemy dostać w oko latającym fanem, albo upaść w, tak zwanym, młynie (co podpada już pod termin „stratowanie). Ja zwykle wybieram sobie miejsce poza strefą zgniotu, ale i to nie gwarantuje wyłączenia mnie ze specyficznych zabaw koncertowych, takich jak na przykład pogo-wężyk lub ścianka (terminy zawsze obecne podczas koncertu metalowej grupy Jelonek).

  • Pogo-wężyk to taki moment, w którym lider zespołu ogłasza rozpoczęcie zabawy, polegającej z grubsza na tym samym, co weselne „Jedzie pociąg z daleka”, z tą jednak różnicą, że wszystko dzieje się w biegu i z wyciągniętą do przodu pięścią. Podczas wesela chodzi o to, by wężyk nie został przerwany, mimo tańcowania korowodem pomiędzy stolikami, gośćmi i filarami sali. Pogo-wężyk może zostać przerwany i biec w zupełnie innym kierunku, niż wcześniej – podstawą jest to, by podskakujące pięści od czasu do czasu napotkały jakąś, najlepiej miękką przeszkodę.
  • Ścianka to zabawa koncertowa, która bazuje trochę na realiach bitwy pod Grunwaldem oraz kadrami bitewnymi z filmu Braveheart – Waleczne Serce. Zespół na scenie robi nastrój szykowania się do bitwy, a tłum rozstępuje na boki. Gdy obie strony stoją tak naprzeciw siebie, prężą muskuły, tupią, wygrażają sobie i pokazują zęby. Na sygnał zespołu, obie armie ruszają biegiem na siebie. Towarzyszy temu krzyk i śmiech. Trzasku kości, zębów i okularów nigdy nie słyszałem, jak również sygnałów karetki, więc zabawa ma raczej pokazowy charakter i nie należy jej mylić z prawdziwym starciem polskiej armii z krzyżackim najeźdźcą.
  • Zabawa w bajanie – z taką spotkałem się na kilku koncertach klubowych rockowego zespołu Coma. Polega ona na tym, że na sygnał gitary wprowadzającej muzyków do piosenki „Sto tysięcy miast”, cały tłum siada na podłodze, a wokalista górujący nad wszystkimi rozpoczyna romantyczną balladę. Z tej zabawy płynia ważna nauka dla imprezowiczów – na koncerty przychodzimy w zniszczonym ubraniu i wygodnych butach, bo inaczej lepka i brudna podłoga może brzydzić. W takim wypadku i tak nie da się nie usiąść – najpewniej zostaniemy przymusowo ściągnięci na parkiet.

Podczas koncertów, szczególnie rockowych grup, zawsze trzeba długo stać. Ręce przydają się do klaskania, wznoszenia do góry oraz do asysty w transporcie latających spod sceny na tył tłumu fanów. Oczywiście posiadanie białej laski w tych czynnościach przeszkadza, więc dobrze wziąć jakąś gorszą i składaną. Nikt nam jej nie zabierze przy wejściu, a można ją sobie chwilowo włożyć do kieszeni.

Jeśli uczestniczymy w spokojniejszej imprezie klubowej, na przykład w występie kabaretu, miejsca są zwykle siedzące i nienumerowane, zwrócone w stronę sceny. Oznacza to, że musimy sobie miejsca poszukać sami. Pomaga w tym często obsługa obiektu, ale trzeba jasno sprecyzować czy chce się siedzieć bliżej wyjścia, czy bliżej sceny. Obie lokalizacje mają plusy i minusy. Oczywiście miejsca z przodu pozwalają lepiej widzieć i słyszeć, ale trudniej z nich się ruszyć. Dodatkowo można zostać poproszonym przez kabaret do udziału w skeczu, co nie zawsze oznacza dobrą zabawę, zwłaszcza, gdy się nie widzi lub słabo widzi. Miejsca z tyłu pozwalają na większą anonimowość i łatwiejsze wycofanie się, ale gorzej słychać. Uwaga – lepiej nie siadać przy rodzinie z dziećmi, bo to zwykle obniża wartość odbioru przedstawienia. Małe pociechy nie zawsze podzielają gusty rodziców, a jak się nudzą, to odczujemy to na pewno.

Imprezy plenerowe

Sezon na plenerowe imprezy rozpoczyna się na przełomie kwietnia i maja, kiedy to wiele wydarzeń ma miejsce  podczas majówek oraz juwenaliów. Sezon trwa zwykle do końca września, bo później organizacja plenerowych imprez może okazać się klapą przez deszczową pogodę.

Koncert plenerowy zlokalizowany jest na zamkniętym obiekcie, co oznacza, że trzeba przejść przez bramy. Podobnie jak w opisywanej sytuacji koncertów klubowych, również i w tym przypadku mamy do czynienia z kolejkami i z jeszcze większym tłumem. Pojawiają się też istotne różnice w dostępności imprezy dla osoby niepełnosprawnej. Nie znaczy to, że ktoś nas w kolejce przepuści, co to, to nie. Jednak, gdy już dojdziemy do bramy obiektu, zwykle podczas rutynowej kontroli kieszeni i plecaków i sprawdzania biletów, obsługa wydarzenia zwróci uwagę na niepełnosprawność. Bliżej opiszę ofertę dla osób niepełnosprawnych w dalszej części tekstu.

Wybierając się na plenerowy koncert juwenaliowy lub festiwalowy, musimy pamiętać, że na takich imprezach trudniej się przemieszczać. Bramy wejściowe są wąskie, stosowane są barierki ochronne, które tworzą wąskie korytarze do wejścia, a obsługa obiektu ma szczegółowe wytyczne, czego nie wolno uczestnikom wnosić. Zasady te są publikowane przez organizatora w regulaminie imprezy i warto go wcześniej przeczytać. Restrykcje dotyczą oczywiście głównie ostrych przedmiotów i niebezpiecznych materiałów, ale także napojów i kamer. Jest to o tyle istotne, że wydarzenie trwa kilka godzin i zaczyna się wcześnie, gdy jeszcze świeci słońce. Rozsądek nakazuje, by zaopatrzyć się w wodę, ale organizatorzy krzywo patrzą na wnoszone napoje. W każdym regulaminie przeczytamy, że ze względów bezpieczeństwa wnoszenie napojów jest niedozwolone. Częściowo jest to prawdą, bo odpowiedzialni za bezpieczeństwo organizatorzy nie chcę kusić losu i przewidują sytuacje, w których ktoś rzuca butelką w tłum lub wnosi na teren obiektu mocny alkohol. Ja jednak bardziej skłaniam się ku tezie, że zakaz wnoszenia napojów jest związany ze świadczoną na obiekcie ofertą sprzedaży picia (również piwa). Obsługa obiektu może nam skonfiskować napój, kazać go wylać lub odkręcić nakrętkę i ją wyrzucić. Podczas koncertu Iron Maiden w 2005 roku na Stadionie w Chorzowie, obsługa konfiskowała wszelkie napoje, twierdząc, że można je kupić na obiekcie. Żar lał się z nieba, więc pić się chciało. Woda 0,5 litra kosztowała najpierw 8 zł, a im bliżej głównego koncertu wartość wzrastała, by w końcu spocząć na poziomie 25 zł.

Według regulaminu imprezy niedozwolone jest wnoszenie lepszych aparatów fotograficznych i kamer. Nikt jednak telefonu nie skonfiskuje, a szkoda. Większość imprezowiczów wyciąga swoje telefoniki z kieszonki, gdy tylko gwiazda wieczoru pojawi się na scenę i kręci cały występ. Przeszkadza to w odbiorze, bo zamiast sceny niżsi uczestnicy oglądają koncert na telefoniku trzymanym nad głową przez kogoś z przodu. Te cenne nagrania lądują potem na portalach społecznościowych i dumnie świadczą o tym, że ich autor był na koncercie, jak mówił, i że ma kiepski sprzęt. Wprawdzie niewiele widać i niewiele słychać, ale szpanik jest. Nie słyszałem o tym, by taki klip z rącząt dzierżących telefonik otrzymał jakąś nagrodę, ale pewnie i do tego kiedyś dojdzie.

Bilet na imprezę masową zwykle zawiera informację o miejscu, ponieważ ceny tych lokalizacji są zróżnicowane. Podstawowy bilet ma miejsce stojące na płycie obiektu. Znacznie droższym biletem jest tzw. Golden Circle, czyli miejsce również na płycie, ale w pierwszym kręgu wokół sceny. Oznaczenie Early Entrance, które pojawia się także na  biletach oznacza wcześniejsze wpuszczenie posiadacza przed całą swołoczą, co umożliwia zajęcia miejsca najbliżej, oczywiście w strefie ścisłego zgniotu. W zależności od obiektu, możemy także kupić miejsce w sektorze picników, czyli poza strefą zgniotu, miejsce numerowane, siedzące, pośród spokojniejszej publiczności. W moim przypadku wybór biletu był zawsze skorelowany z wykonawcą. Czasem miałem ochotę podejść bliżej i się pozgniatać. W niektórych przypadkach wiedziałem, że szaleństwo na płycie może być zbyt duże i brałem bilet w sektorze picników. Trzeba jednak pamiętać o tym, że sektory siedzące wprawdzie są na podwyższeniu, ale dzieli je od sceny spora odległość. Na szczęście lornetkę można wnieść na obiekt.

Gdy zacznie się koncert, będzie bardzo głośno i ciemno. Należy pamiętać, by w sytuacji paniki i zagrożenia wycofać się z tłumu. Jeśli jesteśmy sami na wydarzeniu, możemy próbować prosić o pomoc, choć w hałasie i chaosie może to być trudne. Kilka godzin wrzasku jest właśnie tym, po co przychodzimy na koncert. Wyraźne słyszenie dźwięków nie jest priorytetem, jeśli mamy wyobrażenie o spokojnym słuchaniu muzyki w miłym gronie, lepiej posłuchać sobie płyt w domu.

Plenerowa zabawa zwana falą ma dwie formy – poziomą, gdy po kolei od lewa do prawa i z powrotem publiczność  podnosi ręce lub wstaje z miejsc, oraz fala dociskowa. Tej drugiej należy się bać, polega ona bowiem na tym, że tył ciśnie do przodu zgniatając ludzi przy przednich barierkach, a następnie ci z przodu usiłują zrobić sobie więcej miejsca i pchają do tyłu. W fali bardzo łatwo upaść i zostać stratowanym. Na koncercie Limp Bizkit, wokalista grupy grającej agresywnego rocka, sam martwił się o zgniatanych ludzi i po każdej piosence prosił o zrobienie kroku w tył, na spokojnie. Widziałem w tym pewną klasę zespołu z ogromnym dorobkiem, który ma tę wyobraźnię.

Do swoistych zabaw na wielu koncertach należy także huczne zakończenie i wspólne wyjście. Podczas koncertów grupy Iron Maiden, zwykle po ostatnich akordach płynących ze sceny, następuje moment zakończenia. Zapalane są  wszystkie światła wokół obiektu i z głośników płynie pozytywny utwór „Always look on the bright side of life” z filmu „Żywot Briana” grupy Monty Python. Cała zebrana, najczęściej ubrana na czarno, publika odwraca się i wesoło udaje do wyjściowych bram. Obsługa koncertu robi, co może, by bramy wyjściowe zostały poszerzone, ale szturm kilku tysięcy rozgrzanych ludzi nie daje się ukierunkować na wrota. Robi się ciasno i mało przyjemnie. Gdzieniegdzie ktoś wspina się na płot, by wyprzedzić resztę. Inni kibicują mu krzycząc „Solidarność, solidarność, solidarność!”. Ot taka zabawa. Zawsze jednak udaje się wyjść cało. Dobre dusze pomagają niewidomym.

Po przejściu bram robi się znacznie ciemniej i nie wiadomo gdzie iść. Podczas festiwalu Coke Live Festiwal w Krakowie w 2013 roku, po koncercie Florence and the Machine, obsługa imprezy kierowała wszystkich na specjalny przystanek autobusowy, z którego zapewniony był transport publicznym przewoźnikiem do Dworca Głównego. Taka praktyka to jednak wciąż rzadkość, zwłaszcza przy mniejszych imprezach, jak na przykład Juwenalia.

Strumień imprezowiczów, przekierowany przy wyjściu na przystanek zakorkował się szybko, bo autobusy nie nadążały z rozładowaniem ruchu. Tłum trzeba było przedzielać barierkami. Gdy podjeżdżał autobus, poprzez głośnik z samochodu ochrony podawano komunikat „Uwaga, teraz nastąpi zwolnienie blokady” i kolejna partia ludzi przepychała się do pojazdu. W takich chwilach lepiej nie mieć przy sobie plecaka, a jeśli już, to trzymać go w ręku, a nie na plecach.

O ile wejście na obiekt trwa raczej krótko, o tyle wyjście może zabrać nawet godzinę. Uczestnicy koncertu wchodzą o różnych porach, natomiast po skończonym wydarzeniu, po koncercie gwiazdy wieczoru (tak zwanego headlinera), wszyscy ruszają na raz do wyjścia. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nawet samotne udanie się na koncert nie jest żadną przeszkodą w tym, by z obiektu się wydostać. Uczestnicy wydarzenia są bardzo pomocni i odczuwa się z nimi symbiozę – każdy przyszedł na koncert grupy, którą lubi, każdy stoi w tej samej kolejce i każdy chce się wydostać z obiektu. Podczas festiwalu Sonic Sphere w Warszawie na Bemowie w 2011 roku odbywał się koncert zespołów Motorhead i Iron Maiden. Uczestniczyłem sam. Zostałem przez obsługę zaprowadzony na wybrany przeze mnie sektor rodzinny, a następnie wyprowadzony przez przygodną grupę współimprezowiczów. Poza niską temperaturą i padającym deszczem, nic mi nie zepsuło tego wydarzenia. Pomoc obsługi jest przy wychodzeniu raczej niemożliwa.

Pogoda podczas plenerowych koncertów i festiwali może być różna. Od palącego cały dzień słońca i gorącego wieczoru, po ulewę i nawet śnieg. Na aurę organizatorzy niestety nie mają wpływu. Należy się zabezpieczyć przed warunkami atmosferycznymi we własnym zakresie. Rozkładanie parasoli to kiepski pomysł, bo w ten sposób zasłaniamy innym widok i szybko zostaniemy o tym poinformowani – nie zawsze grzecznie. Lepiej mieć przy sobie jednorazową pelerynę w kieszeni lub w plecaku, a na gorące dni coś na głowę i krem przeciwsłoneczny z wysokim filtrem. Długie parasole z metalowym szpicem są zabronione i nikt ich na obiekt nie wniesie.

Każdy uczestnik imprezy plenerowej spotkał się zapewne z zagadnieniem toalet. Na obiektach wystawiane są rzędy kabin typu ToiToi. Pośród nich zwykle znajdują się też kabiny przystosowane dla wózków inwalidzkich. Nie spodziewajmy się niczego dobrego w tych toaletach. W ich przypadku brak wzroku jest zaletą, a posiadany węch największą wadą. Ciemno, śmierdzi, nieraz trzeba długo czekać. Jeśli ktoś jest zbyt wrażliwy, powinien obowiązkowo mieć w kieszeni jednorazowe nakładki na sedes wraz z paczką chusteczek higienicznych. Do kabin wchodzi się zwykle po stopniu lub stopniach, należy o tym pamiętać wychodząc. Zagadnienie toalet jest bardzo ważne, należy bowiem pilnować, aby załatwić potrzeby przed koncertem gwiazdy wieczoru. Niezwykle trudno jest w trakcie głównego koncertu wycofać się do toalet, które najczęściej umiejscowione są przy bramach wejściowych. Przy doświadczaniu dobrodziejstw kabin posługujemy się metodą 4W – wejść, wykorzystać, wyjść, wyprzeć z pamięci.

Udając się na imprezę z paczką znajomych, zawsze istnieje ryzyko pogubienia się grupy. Można oczywiście podnieść białą laskę do góry i czekać aż pozostali nas znajdą, ale ze względu na ogrom masy ludzkiej zgromadzonej w jednym miejscu to raczej nie działa. Lepiej mieć przy sobie telefon komórkowy z włączoną wibracją – najlepiej w kieszeni albo na smyczce pod ubraniem. Nie łudźmy się, że ktoś usłyszy telefon w czasie koncertu, dlatego wibracja jest tak ważna. Można już na wstępie umówić się ze znajomymi, że w przypadku pogubienia, punkt zborny jest w jakimś charakterystycznym miejscu, na przykład przy toaletach lub przy bramie obiektu. Bateria powinna być naładowana przed wyjściem na wydarzenie. Dziś już raczej wszyscy operatorzy komórkowi wymuszają używanie zabezpieczeń PIN. Wiele telefonów zmienia właściciela podczas masowych imprez. Dobrze jest mieć zabezpieczone urządzenie.

O wygodnym obuwiu już nawet nie piszę, bo to logiczne i nieodzowne. Podczas koncertów rockowych lub metalowych wielu przedstawicieli subkultur uwielbia chodzić w glanach. Ciężko w nich wystać parę godzin, ale za to chronią przed deptającymi fanami. Znacznie wygodniej jest w sportowym obuwiu, najlepiej takim, którego nie będzie szkoda zniszczyć – również dzięki deptającym fanom.

Dostępność imprez i obiektów

Jak już pisałem wcześniej, przy wycieczce na koncert klubowy lub plenerowy, będzie trochę stopni do przejścia, a czasem błota. Problemem jest to głównie dla osób poruszających się na wózkach. Podczas Ursynaliów w 2011 roku byłem świadkiem sytuacji, w której osobnik na wózku elektrycznym chciał wejść na obiekt. Korytarze z barierek były bardzo wąskie i nie mógł w nie wjechać. Obsługa wydawała się bardzo zakłopotana, a osobnik poddenerwowany. Ochrona musiała przeorganizować zasieki, by umożliwić wjazd. Trwało to prawie pół godziny, ale się udało.

W punkcie kontroli biletów obsługa najczęściej wyłapuje osoby z widoczną niepełnosprawnością i, jeśli obiekt oferuje ułatwienia, pomaga w dotarciu na miejsce i skorzystaniu z przewidzianych rozwiązań.

Na szkoleniach z obsługi imprez masowych, przyszli członkowie zespołów nie uczą się zasad asysty osób z niepełnosprawnościami. W zakres kursu wchodzą jednak zagadnienia bezpieczeństwa, ratownictwa medycznego i pierwszej pomocy. W praktyce załoga obiektu ma pogadankę na temat wyznaczonych stref dla imprezowiczów z niepełnosprawnością podczas oficjalnej odprawy. Procedury obejmują wprowadzenie specjalnym wejściem i pozostawienie w wybranym miejscu.

Platforma dla wózków, jak sama nazwa wskazuje, jest dla wózków. Na jednym z przebytych koncertów nie wpuszczano na nią osób niewidomych. Na innym pozwalano na wejście, ale bez opiekuna. Nawet opiekunowie osób na wózkach nie wchodzą na platformę. Zdarzyło mi się też, że opiekun mógł pozostać w tym miejscu. Myliłby się jednak ktoś, kto twierdziłby, że to są dobre miejsca. Platforma umiejscowiona jest poza główną płytą publiczności.
Osobiście odczuwam pewien niedosyt rozwiązań dla osób niewidomych i słabowidzących. Za wstęp płacimy takie same kwoty, jak inni uczestnicy, jednak widzimy znacznie gorzej. Z tego powodu nigdy nie uda nam się z tylnych rzędów zobaczyć koncertu z bliska, ani nawet z zadowalającej odległości. Oczywiście w ofertach imprez nie ma także biletów ulgowych. Sam proces ich zamawiania i kupowania nie jest prosty, ze względu na powszechną niedostępność stron internetowych. Większość imprez jednak wydaje bilety również do sprzedaży stacjonarnej w tzw. bileteriach *w megastorach elektronicznych i dużych księgarniach).

Podczas EURO2012 w Polsce wystąpiło wiele problemów, które utrudniały osobom niepełnosprawnym uczestnictwo w wydarzeniach. Strona internetowa UEFA, przez którą kupowało się bilety dla osób niepełnosprawnych, nie spełniała większości standardów dostępności dla użytkowników niewidomych i okazała się nieprzyjazna dla osób słabowidzących. Aby móc uczestniczyć w imprezie na stadionie nie wystarczył bilet, ale konieczne było specjalne oświadczenie lekarskie o braku przeciwskazań. W konsekwencji połowa ze stu miejsc dla niepełnosprawnych na stadionie pozostała pusta w trakcie meczu otwarcia. Transmisje telewizyjne miały być z audiodeskrypcją, dzięki możliwościom cyfryzacji – usiłowałem tę funkcję włączyć na kilku nowoczesnych telewizorach i nic. Nie wiem, czy był to tylko chwyt marketingowy. Osoby na wózkach narzekały, że pomimo wyznaczenia miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych, które zlokalizowano blisko wejść z windami, UEFA zabroniła z nich korzystać. Alternatywą były miejsca oddalone 2 km od stadionu, do którego prowadziła szutrowa i stroma droga, a później nieprzyjazny wózkom bruk. Meleksy, które miały wspomagać transport osób na wózkach nie były przystosowane do tego typu przewozów. Wejście z podjazdem było zlokalizowane za polowymi ubikacjami. Niepełnosprawni uczestnicy imprezy narzekali także na brak informacji oraz na robienie im trudności w zabraniu na Stadion Narodowy psa asystującego. Stadionowe miejsca dla wózków były na podwyższeniu, dzięki czemu mecz można było oglądać normalnie, a nie spod pleców stojących z przodu kibiców – to zdecydowany plus.

Sprawa dostępności Stadionu Narodowego (lub raczej jej braku) była szeroko komentowana w środowisku osób niepełnosprawnych i być może wpłynęło to na jakieś pozytywne zmiany na przestrzeni trzech lat, które minęły od wydarzenia. Trudno mi powiedzieć, ponieważ nie bywam na tym obiekcie, a niewielu znam niepełnosprawnych, którzy by masowo uczestniczyli w takich zgromadzeniach.

Na koniec napiszę jeszcze, że zaliczam do imprez masowych mszę na Placu Piłsudskiego w Warszawie, która odbyła się po śmierci papieża Jana Pawła II. Oczywiście publika inna, niż na koncercie hardrockowym, ale tłum wcale nie mniejszy. Byłem pod dużym wrażeniem organizacji. W obsłudze mszy uczestniczyli harcerze, którzy oferowali osobom niepełnosprawnym miejsce w specjalnym sektorze, blisko ołtarza głównego i z krzesłami do siedzenia. Na miejscu była również możliwość otrzymania wody i wprowadzenia opiekuna. Szkoda, że standardy gigantycznej mszy nie stały się modą pośród organizatorów imprez masowych. Nie ma jednak co narzekać, bo na koncert ulubionej grupy lub mecz ukochanego zespołu chodzi się dobrowolnie i dla przyjemności. Pomniejsze niewygody się pomija, choć warto się na nie przygotować.

Autor: Michał Dębiec

Źródło: TyfloŚwiat 2/2015

Bądź na bieżąco - subskrybuj newsletter MoimiOczami.pl

Bądź na bieżąco – subskrybuj newsletter MoimiOczami.pl

Aby zapisać się do newslettera, wpisz swój adres email poniżej. Otrzymasz email z informacją, jak potwierdzić subskrypcję.

Dodaj komentarz do artykułu z Facebooka:

  • Marta

    28-04-2016

    Chyba jeszcze mi się nie zdarzyło spotkać osoby niewidomej lub niedowidzącej podczas koncertów, a szkoda. Czasami mam wrażenie, że większość osób z niepełnosprawnością wzrokową lub słuchową po prostu zamyka się na pewne eventy, a szkoda, przecież to pokazy wielu zmysłów!

  • Milena z Wamat

    26-08-2016

    Odniosę się do komentarza wyżej. Spotkałam parę osób na wózkach inwalidzkich w trakcie koncertów, jednak zazwyczaj nie mogą brać w nich udziału, ponieważ nie ma zainstalowanych odpowiednich podjazdów dla niepełnosprawnych, ramp czy platform. To duże utrudnienie i cały czas problem polskich wydarzeń kulturalnych – przykre, ale prawdziwe.

  • Ania

    12-11-2016

    ciekawy artykuł

  • Kinga

    10-03-2017

    Ja spotkałam kilka razy osoby na wózkach na koncertach ale prawda jest taka, że kluby nie są dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć, które obiekty są przyjazne niepełnosprawnym, można sprawdzić to tutaj http://www.rampa.net.pl/miejsca. Przydatna ściąga podczas planowania spotkań i wszelkich wyjść.

Dodaj komentarz do artykułu przez formularz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz będzie widoczny na stronie, ale nie uczestniczy w dyskusji na Facebooku